Montmartre i "Le Mirliton"

Chat Noir

Montmartre i "Le Mirliton"

"Jedenastu Katów"

Wiedeń i "Nietoperz"

"Simplicissimus"

Paryż, Włochy, Zurych, dada

Antymilitarystyczny Berlin

Lata 20. i konferansjer

Koniec niemieckiego kabaretu





Le Mirliton

 
Przez następnych dwanaście lat "Chat Noir" był najweselszym ogniskiem życia nocnego i awangardy Paryża. Do jego gości należeli Maupassant, Huysmans, Theodore de Banville, słynny w epoce generał Boulanger, kilku merów Paryża i nierzadko książę Walii - oczywiście incognito. Nową siedzibę Salis przekształcił w średniowieczny pałac, przed którego drzwiami widniał napis: "Przechodniu, zatrzymaj się! Przybytek ten, pod egidą Chat Noir, poświęcony jest Muzom i Radości. Przechodniu, bądź nowoczesny!". Salis był gospodarzem i konferansjerem oraz mistrzem ceremonii każdego przedstawienia. Sercem kabaretu był jednak teatr cieni, oczko w głowie Henri Riviere'a, który swoimi pomysłami zadziwiał paryski światek.

Sukces "Chat Noir" zamienił Montmartre w artystyczne centrum Paryża, jakim dzielnica ta pozostała do dziś. Wokół niego jak grzyby po deszczu wyrosły następne: "Cabaret des Quat'z'Arts", "La Lune Rousse", "Les Pantins".

Najsłynniejszy z nich, założony przez Aristide'a Bruanta, wprowadził się do starej siedziby "Chat Noir" i przybrał nazwę "Le Mirliton" (czyli "fujarka" lub też rytm kataryniarski). Bruant pochodził ze zubożałej rodziny szlacheckiej i w wieku 15 lat przyjechał zarabiać na życie do Paryża. Podczas służby wojskowej komponował piosenki, a po powrocie do Paryża zaczął występować w mniejszych cafe-concerts.
W swoim kabarecie Bruant stworzył kwintesencję atmosfery życia gawiedzi. Gości - burżuazję, artystów i prosty lud - witano stekiem obelg i wrogich okrzyków gwarowych. Jeżeli w środku programu do kabaretu wchodziła kobieta, namawiano widzów, by chórem nucili: "O la la! Ależ ona ma!". Bruant pierwszy w historii teatru postanowił, że będzie prowokował i obrażał publiczność. A goście byli zachwyceni. Ostatecznie przyszli tam po to, by zanurzyć się w rynsztoku. Właściciel twierdził, że bierze w ten sposób odwet za swe trudne lata, traktując gości jak bydło. Mawiał: "Śmieją się, bo myślą, że żartuję."
Bywało, że w środku programu potrafił nagle usiąść, chwycić za gitarę i zawołać "Zamknijcie mordy, do cholery i słuchajcie!". Powiedział też kiedyś, że z tęsknotą wspomina okres swojej służby wojskowej, kiedy to nie musiał od 10 wieczór do 2 nad ranem wykrzykiwać do utraty tchu, aby zabawić bandę idiotów urodzonych w złotych kołyskach.

W 1898 roku okręg paryski Belleville wytypował Bruanta jako kandydata do organów ustawodawczych. Piosenki Bruanta przeniknęły poza ściany Le Mirliton i stworzyły podstawę tradycji piosenki kabaretowej. Podjęła ją zwłaszcza Yvette Guilbert, jedna z nielicznych kobiet, która odważała się w tamtych czasach występować w lokalach rozrywkowych. Zbudowała swój styl w cafe-concerts i wraz z nim przeszła do music-hallu. Wysoka i szczupła, o jaskraworudych włosach, operowała ostrym, kanciastym gestem i tym właśnie przyciągała widzów. Była ona w piosence aktorką, która "mówiła, śpiewała i głosiła proroctwa", a jej styl naśladowano w kabaretach następnego półwiecza. Sama jednak nie występowała w lokalach tego typu. Właściwą siedzibę znalazła w "Moulin Rouge", "Les Ambassadeurs", siedzibach variete, a później na estradach całego świata.

Następna strona > > >

 


Wirtualia.pl